…No, może przesadziłam ze Stwórcą. Powiedzmy — inspiracją dla twórcy. Ćwiczyłam dziś śliczny krok (kopnięcie między nogi partnera, chyba będzie moim ulubionym) z ładnym wyjściem do boku. Nie mogło mi to wyjść, ciągle miałam gdzieś nogi w dziwnych miejscach, a Ernesto był coraz bardziej zachwycony. Czytaj dalej
La Cumparsita Problem, czyli muszę uważać z kim kończę
Byłam dziś na nowej milondze La Milonguita w odlotowym miejscu. Kazali mi się ubrac formalnie i w ogóle się zachowywać. Poszłam więc ubrana na czarno, uroczyście, poważnie. Miejsce faktycznie piękne, wysoka sala, oczywiście klima na full. Nigdy nie zrozumiem nawiasem pisząc puszczania klimy (dziś lało, chłodno, ale co tam). Milonga się toczyła równym trybem. Czytaj dalej
Koń po westernie, czyli dlaczego mniejszość ma dobrze
Już wiem, jak czuje się koń po westernie, zdojony w stopniu maksymalnym.
Dziś jak weszłam na wieczorny kurs koledzy rzucili się jakoś szczególnie entuzjastycznie witać, pytać jak się mam i w ogóle. Generalnie są sympatyczni, ale to już był przerost formy i zaczęłam się zastanawiać, czy to nie moje urodziny. Czytaj dalej
Karaluch — Najlepszy prezent dla nauczyciela tanga
Daj mi karalucha! Karalucha! to NIE jest karaluch!
–Jest karaluch — broniłam słabo straconej pozycji
– Nie oszukuj, ja to czuję. czuję, kiedy jest karaluch.
Te wykrzykniki nie były wypowiedziami zoologa oglądającego zwykły obiekt miłości zoologów — karalucha na ten przykład. Obiektem (no, może akurat nie miłości) były moje stopy. a Oglądającym był mój nauczyciel.
Czytaj dalej
Jak zrozumiałam co znaczy Gotan Project, zaprzepaszczając szansę na płynny hiszpański.
- Gdzie jest bikel?
– Koło rabu.
Po takiej wymianie zdań Luis podniósł się i wyszedł. Trochę się zdziwiłam, że nie zrozumiałam komunikatów, ale w zasadzie nie skupiałam się dłużej na temacie. Zdarza się na moim poziomie hiszpańskiego pocieszyłam się i przeszłam nad tym do porządku dziennego. Bo myślałam, że znam hiszpański wystarczająco.
Czytaj dalej
