Drugi z 7 Cudów Buenos Aires — tańczenie bez tand

Och, mieć go dla sie­bie dłu­żej… Coś zro­bić, żeby taniec trwał w nie­skoń­czo­ność albo choć tyle, żeby kom­plet­nie się w nim zatra­cić. Godzina dłu­żej. Pół godziny. 10 minut by mnie uszczę­śli­wiło. Niech nawet ta minuta dłu­żej. Ale tanda trwa tylko 4 tanga… A wię­cej niż 2 w Buenos Aires się raczej nie zatań­czy, bo co to zna­czy to wia­domo. czy­taj dalej

Kiedy lekcja wpływa na zwyżkę wagi ciała

Prze­rwa. Jestem zmę­czony. Oświad­czył pro­wa­dzacy lek­cję nauczy­ciel. Niby nic, ale lek­cja trwa 1,5 godziny, a jest to już druga taka prze­rwa. Zwy­kle, kiedy nie dowie­rzam rze­czy­wi­sto­ści mam zwy­czaj spraw­dzać u innych oglą­da­ją­cych rze­czy­wi­stość, czy to co widzę i sły­szę jest prawdą. Ale widzę — wszy­scy sia­dają, musi być prawda. czy­taj dalej

Żelazna Łapa w La Gloriecie, czyli czego powinny bać się współczesne Czerwone Kapturki tanga

Dużo grin­gos dziś… nie ma z kim tań­czyć cha­ca­rery… zagaił do part­nerki nie­bie­sko­oki Argentyńczyk.

Bo rzecz jasna na La Glo­rie­cie tań­czą cha­ca­rerę. Na bosaka i z wielką werwą, jak zwykle.

La Glo­rieta w Buenos Aires, którą w nie­dzielę orga­ni­zuje Salas jest mil­longą open-air. Na placu na wiel­kiej rotun­dzie w cie­płe dni wiruje się przy­jem­nie, w chłodne mię­dzy tan­dami należy się szczel­nie otu­lić czym­kol­wiek. Ja co prawda widzia­łam na wla­sne oku­lary, że Argen­tynki nie otu­lają sie i potra­fią prze­trwać w blu­zecz­kach na ramiącz­kach, nawet w chłodne dni, ale ja jestem mniej zde­ter­mi­no­wana dobrze wyglą­dać i okry­wam się swe­trem. Tym bar­dziej, że Magda nie przy­słała mi maj­tów bar­cha­no­wych, a dla lep­szego efektu tyl­nego tań­czę w strin­gach. Przy­naj­mniej górą muszę się więc ogrzać. czy­taj dalej

Jose Halfon i Znaki

Idę zaciem­nioną ulicą Loy­olla. Cicho. Nikogo nie ma. Zaczy­nam się czuć nieswojo.

Kroki odbi­jają się głu­cho, a echo nie­sie je po Buenos Aires.

Prze­kli­nam swój upór w tema­cie zacho­wy­wa­nia się jak lokal — czyli w więk­szo­ści przy­pad­ków korzy­stam z colec­ti­vos (auto­bu­sów), a nie tak­só­wek. I prze­kli­nam, że tylko główne arte­rie mia­sta są oświe­tlone dobrze. reszta tonie w zło­wro­gim pół­mroku. czy­taj dalej