La Cumparsita Problem, czyli muszę uważać z kim kończę

Byłam dziś na nowej milon­dze La Milon­gu­ita w odlo­to­wym miej­scu. Kazali mi się ubrac for­mal­nie i w ogóle się zacho­wy­wać. Poszłam więc ubrana na czarno, uro­czy­ście, poważ­nie. Miej­sce fak­tycz­nie piękne, wysoka sala, oczy­wi­ście klima na full. Nigdy nie zro­zu­miem nawia­sem pisząc pusz­cza­nia klimy (dziś lało, chłodno, ale co tam). Milonga się toczyła rów­nym try­bem. czy­taj dalej

Koń po westernie, czyli dlaczego mniejszość ma dobrze

Już wiem, jak czuje się koń po wester­nie, zdo­jony w stop­niu maksymalnym.

Dziś jak weszłam na wie­czorny kurs kole­dzy rzu­cili się jakoś szcze­gól­nie entu­zja­stycz­nie witać, pytać jak się mam i w ogóle. Gene­ral­nie są sym­pa­tyczni, ale to już był prze­rost formy i zaczę­łam się zasta­na­wiać, czy to nie moje uro­dziny. czy­taj dalej

Karaluch — Najlepszy prezent dla nauczyciela tanga

Daj mi kara­lu­cha! Kara­lu­cha! to NIE jest kara­luch!
–Jest kara­luch — bro­ni­łam słabo stra­co­nej pozy­cji
– Nie oszu­kuj, ja to czuję. czuję, kiedy jest kara­luch.
Te wykrzyk­niki nie były wypo­wie­dziami zoo­loga oglą­da­ją­cego zwy­kły obiekt miło­ści zoo­lo­gów — kara­lu­cha na ten przy­kład. Obiek­tem (no, może aku­rat nie miło­ści) były moje stopy. a Oglą­da­ją­cym był mój nauczy­ciel.
czy­taj dalej