Medialuna czy ciastko z marcepanem? Właściwie… dlaczego wybierać?

Jestem żarło­kiem, nie boję się przy­znać. Jestem żarło­kiem, który nie zna granic.

Wcho­dzę do cukierni i tracę poczu­cie przy­zwo­ito­ści. Na ladach i pięk­nych srebr­nych tacach – media­luna de man­teca, media­luna nor­malne, cia­steczka z cze­ko­ladą i dulce de leche. Chur­ros. Chir­ras w cze­ko­la­dzie i z dulce de leche! Wszystko pod­świe­tlone i na pięk­nych tacach. Rzu­cam się na nie z otwar­tymi ramio­nami (i pasz­czą), ładuję na tacki. Cze­ko­ladki z mar­ce­pa­nem, białą cze­ko­ladą, mig­da­łem. Już nie mogę tak naprawdę, ale nie mam umiaru. Nie mam. Kocham tarzać się w tych słod­ko­ściach, sma­ko­wać je, obra­cać na wszyst­kie strony i nad­gry­zać powoli. czy­taj dalej

Płaczące Colgady zmniejszają koszty utrzymania w Buenos Aires

Od dwóch dni Buenos Aires pła­cze. Mia­sto kuli się pod razami stru­mieni wody zale­wa­ją­cych poszar­pane chod­niki i wygięte dachy. Deszcz bez prze­rwy, zmie­nia się tylko inten­syw­ność opa­dów.
Ja po dzi­siej­szej lek­cji jestem abso­lut­nie prze­ko­nana, że pogoda deter­mi­nuje mój los. czy­taj dalej

QUATRO PASOS con Sergio

Dzi­siej­szy dzień był ciężki tan­gowo. Cały dzień byłam na semi­na­rium z milongi, potem wpa­dłam szybko na lek­cję tanga i na ostat­nich nogach doczoł­ga­łam się do domu. Moja gospo­sia — Fede­rico — robił dziś risotto. Napchana do gra­nic moż­li­wo­ści wie­dzia­łam, że nie pójdę na żadną milongę. czy­taj dalej

Życie to tango

Col­gady wycho­dzą cudow­nie, wol­niutko. Woda sięga uda, per­fek­cyjna moż­li­wość ćwicze­nia ruchu ide­al­nego. Posta­cie poru­szają się nie­zwy­kle zmy­słowo, spo­wol­nione wodą, fale wolno roz­cho­dzą się kołami. Basen na chwilę zmie­nia się w deka­dencką salę ćwiczeń. czy­taj dalej