Hipnoza czyli jak nie skompromitować się u mastrii Olgi Besio


Mia­łam zmu­sić trójkę ludzi do pod­da­nia się mojej woli. Obie­ca­łam nie uży­wać siły fizycz­nej, ani psy­chicz­nej. W sytu­acji w któ­rej mnie posta­wiła Olga hip­noza więc zda­wała się być jedyną moż­li­wo­ścią. Tylko, że trzeba zahip­no­ty­zo­wać 3 ludzi naraz.

Popa­trzy­łam na moją grupkę z mie­sza­niną roz­pa­czy i rezy­gna­cji. Moja grupa popa­trzyła na mnie z mie­sza­niną rado­snego ocze­ki­wa­nia i sku­pie­nia. Inne grupy już ruszyły. Jakiś czas temu. Jestem na lek­cji Olgi Besio. Olga uczy wła­śnie bycia w kon­tak­cie. Tego, co w tańcu z Argen­tyń­czy­kami kocham naj­bar­dziej. Są. Są i tań­czą dla cie­bie tylko. Są i czu­jesz ich obec­ność. Czu­jesz tak, że nie trzeba ci nic do szczę­ścia wię­cej. Nawet żadnych kro­ków ci nie trzeba.

Sto­jąc naprze­ciw 3 osób usta­wio­nych jeden za dru­gim mia­łam popro­wa­dzić swój rzą­dek, tak jakby pro­wa­dziła jedną osobę w tangu. Wzię­łam (bar­dzo) głę­boki oddech i bez prze­ko­na­nia wyko­na­łam krok do tyłu. Ku mojemu szo­kowi cały rzą­dek kar­nie i nie­mal w tym samym momen­cie zro­bił posłusz­nie krok do tyłu. ogłu­piona moją sku­tecz­no­ścią zasza­la­łam i zro­bi­łam aper­turę w prawo, a cały rzą­dek cze­kał już na prawo. Pijana suk­ce­sem zasza­la­łam dwoma kro­kami naprzód i wje­cha­łam moim rząd­kiem w koniec rządka Jorge, który robił swo­jemu ocho. Ach, zmyłka głowy od Olgi…

- Yo, yo, yo! NO! (ja, ja, ja. Nie!) — zru­gała mnie Olga z końca sali — pamię­taj, że ten z kim tań­czysz jest ważny. Tango to nie taniec solo, jeśli nie jesteś w kon­tak­cie to nigdy nie będzie dobre tango! Masz się o niego trosz­czyć, prze­wi­dy­wać, pamię­tać, że jest. Nie rzu­cać nim po wszyst­kich kątach.

Zer­k­nę­łam różowa z zazdro­ści na rzą­dek Jorge, który czy­ściutko i spraw­nie zwi­jał się przed nim, zgrab­niutko ucho­dząc przed rząd­kiem Elkina. Ok, no dobra. Nie czuję tego jak Argen­tyń­czycy, więc może poprze­stanę na małym. Krok do przodu i do tyłu wydaje się być interesujący.

.… jed­nak po dru­giej minu­cie tań­cze­nia wyłącz­nie krok w przód krok w tył mój rzą­dek wyka­zał pewne znu­dze­nie, więc jed­nak zasza­la­łam i spró­bo­wa­łam nim zro­bić ocho. Prze­bie­gła mi znowu przez głowę ta hip­noza, potem jakieś małe oszu­stwo typu mru­gnię­cie okiem — idziemy w lewo, pod­nie­sie­nie brwi — idziemy w prawo. Na szczę­ście na czas przy­po­mnia­łam sobie próbę oszu­ki­wa­nia na pol­skim w pod­sta­wówce, kiedy mia­łam pod­po­wia­dać kla­sie na dyk­tan­dzie, zgod­nie z usta­lo­nym wcze­śniej kodem. Nie­stety w stra­chu pomy­li­łam kody i było to naj­go­rzej napi­sane dyk­tando przez wszyst­kich, co nauczyło mnie na całe życie że nie umiem dobrze oszukiwać.

Na szczę­ście inne rządki szybko umy­kały przed moimi nie­po­rad­nymi pró­bami ogar­nię­cia sali, tylko w oczach pro­wa­dzą­cych wykry­łam pełną pobłaż­li­wość. Cała aż się spię­łam, wzię­łam głę­boki oddech, a cały rzą­dek kar­nie wspiął się tro­chę w górę auto­ma­tycz­nie odczy­tu­jąc, że teraz będą jakieś kroki „z góry”, szyb­sze na przy­kład. Ach, niech to, zapo­mnia­łam, że tu naj­mniej­szy ruszek ma znaczenie.

Po lek­cji takiego kon­taktu bycie w kon­tak­cie i dla jed­nej TYLKO osoby wydaje się być pro­ste jak zje­dze­nie media­luny w mojej ulu­bio­nej cukierni. Dra­nie mają cukier­nie co 3 róg, więc pro­stota jest bar­dzo pro­sta, gdzie­kol­wiek nie jestem. Mam ulu­bioną w każ­dej dziel­nicy, a żeby być popraw­nym — na każ­dej ulicy.

Zawe­zmę się i się nauczę. Choć­bym miała wyżreć wszyst­kie media­luny na Cor­rien­tes. (tak, grunt to umieć sobie dobrać wła­ściwą karę).